czwartek, 23 czerwca 2016

Rozdział XI

Następnego ranka obudziłam się z największym uśmiechem od czasów... nie, nie mogę sobie nawet przypomnieć kiedy naprawdę byłam ostatnio tak szczęśliwa. Justin uczynił mnie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie nawet bez próbowania, po prostu poprzez bycie sobą sprawił, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech i za to jestem mu wdzięczna. Wiem, że nie jesteśmy razem i że nie rozwiązaliśmy jeszcze naszych problemów. Przynajmniej tak czułam.

Tego ranka, byłam podekscytowana pójściem do pracy i spotkaniem Justina oraz porozmawianiem z Dylanem o wszystkim co wydarzyło się w weekend, o tym jak szalenie zmienił się bieg mojego życia przez kilka godzin.

Po założeniu czarnej spódniczki wraz z czarnym krótkim topem oraz czarnymi burami i płaszczem, ruszyłam do biura. Po drodze kupiłam kawę i rogalik. Uśmiech, z którym się obudziłam wciąż widniał na moich ustach, gdy szłam ulicami Nowego Jorku, pozdrawiając przypadkowych ludzi i machając do słodkich dzieci podczas ich drogi do szkoły. W pewnym rodzaju byłam w siódmym niebie. Jednakże z tyłu mojej głowy wciąż był diabeł - krzyczący, że powinnam zwolnić, upewnić się, że tym razem nie ryzykuję ponownie swoim sercem.

Również straszyły mnie słowa Lydii, czy pozostanie taki do końca, czy po prostu ma dobry okres w swoim życiu. Czy powróci i zmieni się w potwora jakim był? Czy rozetnie moje wewnętrzne rany, których nie byłam pewna, czy mogłabym je wyleczyć ponownie, mimo, że nie jestem pewna, teraz są kompletnie wyleczone.

Kiedy poznałam Justina, w szkole średniej mając szesnaście lat, byłam niepewną siebie i przestraszoną dziewczynką z wielkimi problemami związanymi z zaufaniem. Chociaż Justin pogrywał ze mną i na żarty sprawiał, abym uwierzyła w coś co nie było prawdą, wciąż otaczała go pewnego rodzaju aurora - sposób w jaki patrzył na mnie - która sprawiała, że mogłam mu ufać. Jest on pierwszą osobą, której pozwoliłam pokazać jak wrażliwą i zranioną osobą jestem wewnątrz, on był i wciąż jest jedyną osobą, która szczerze wie wszystko, co warto o mnie wiedzieć.

Wie o moim gównianym dzieciństwie, jak moi rodzice zostawili mnie na parkingu, kiedy miałam dwa latka mając nadzieję, że ktoś mnie znajdzie i się mną zaopiekuje. Ktoś mnie znalazł, ale to naprawdę nie polepszyło mojej sytuacji. Od dnia kiedy skończyłam trzy lata przenosiłam się z jednego przybranego domu do drugiego. Przeprowadzałam się od jednego idioty do drugiego, od alkoholika do innego. Od kiedy skończyłam trzy lata moje życie było koszmarem, dopóki nie wpadłam do siłowni i spotkałam Justina. Nie mogę zliczyć siniaków, które pokrywały moje ciało, kiedy dorastałam lub obleśnych typów, których uderzałam w twarz, gdy starali się do mnie dobrać - starych mężczyzn, którzy mieli się mną opiekować, w zamian starali się zaciągnąć mnie do łóżka, dotykając swoimi nieprzyjemnymi rękoma.
 Tylko kiedy skończyłam 16 lat ponownie się przeprowadziłam. Mieszkałam w małym mieście w pobliżu Chicago, matka była pielęgniarką w lokalnym szpitalu pracującą więcej niż jej chude ciało mogło znieść, przez co wpadła w narkotyki, tata zastępczy był urzędnikiem, grubym i zdesperowanym z nudnym życie, poprzez co wpadł w alkohol i mnie, starając się uprawiać ze mną seks, którego nie mógł dostać od żony, która pracowała 24/7. To było przerażające, większość nocy wymykałam się, aby spać w swoim samochodzie obawiając się, że przyjdzie do mojego pokoju i spróbuje czegoś więcej. Kiedy moja opiekunka środowiskowa uwierzyła mi, że nie byłam w bezpiecznym środowisku, przetransportowali mnie do rodziny w LA, więc spakowałam bagaże i pojechałam tam.

I wtedy wszystko zaczęło się zmieniać. Wpadłam na Justina drugiego dnia mojego pobytu tutaj. Tydzień później skończyłam 16 lat.

Z początku był typowym facetem, flirtującym z nową dziewczyną, aby sprawić jej życie bardziej szalonym niż było to potrzebne, robił to po prostu przed swoimi przyjaciółmi, kiedy byliśmy sami był kochany i mimo, że miałam najgrubszą ścianę wokół siebie w jakiś sposób wykopał dziurę do mojej duszy i serca. Sprawił, że czułam się bardziej bezpieczna niż przez całe swoje życie, pokazał jak wspaniałe może być życie i bycie 16-latką jest świetną zabawą oraz oznacza to wymykanie się ze swoim chłopakiem.

 I mimo tego, że Justin zniknął na chwilę i zranił mnie tak samo jak ludzie w przeszłości, nie mogłam wymazać szczęśliwych wspomnień, które dzięki niemu zagościły w moim umyśle - te dobre chwile były tak świetne i zbyt niesamowite by opisać je słowami, wygrywają ze złymi i to dla mnie niemal oczywiste, że może tak właściwie w pewien sposób mu ufam?

- Zoe?

Spojrzałam w górę, nie zdając sobie nawet sprawy, że weszłam już do budynku mojej pracy i stałam w korytarzu. Dylan przede mną, a Justin z prawej strony.

- Zoe, wszystko w porządku? - Powiedział zmartwiony Dylan, gdy spoglądał na mnie swoimi oczami, wyciągając rękę, aby chwycić moją.

Odchrząkując spojrzałam na nich. Justin wyglądał też na zmartwionego, ale na ustach miał mały uśmieszek. - Och, mam się dobrze, po prostu o czymś myślałam. - Wzruszyłam ramionami.

- O czym? - Zapytał zaciekawiony Justin, niemal jakby życzył sobie żebym powiedziała, iż o nim, chociaż było to całkowitą prawdą, mimo iż nie w sposób w jaki by tego chciał.

- Nic szczególnego, praca i życie, myślę. Więc jak minął ci poranek? - Zapytałam, chcąc zmienić temat, nie czując się zbyt szczęśliwą, że cała uwaga skupia się na mnie.

Wysokie szpilki w kontakcie z podłogą odbijały się echem w korytarzu, gdy weszła Saige. Była tak piękna, jak zawsze i jeślibym była w szkole średniej chciałabym z nią zadrzeć, aby uczynić ją brzydszą. Uśmiechnęła się do nas, ale spoglądała na mnie z pewnego rodzaju obrzydzeniem w oczach. Czy coś zrobiłam?

- Dzień dobry, założę się, że Justin miał najlepszy z ws wszystkim poranek, od kiedy obudził się obok tego. - Wskazała ręką na swoje ciało. - W niczym oprócz bielizny i z naleśnikami czekającymi na niego w kuchni. - Posłałam Saige śmiertelne spojrzenie, a jeśli mogłoby ono zabijać to by już nie żyła. Złość gotowała się we mnie i cała nadzieja, która budowała się we mnie przez ostatnie 24 godziny spłynęła na podłogę pode mną.

Spojrzałam na Justina, który tylko westchnął i przejechał dłonią po włosach, w tym samym czasie kręcąc głową.

- Cóż z niego za szczęściarz. - Powiedziałam w wymuszonym tonie. - Cóż, chciałabym zostać i z wami porozmawiać, ale mam sesję w Brooklynie za godzinę, więc muszę iść, do zobaczenia później! - Pomachałam im, zanim szybko udałam się do swojego biura, zamykając drzwi na klucz. Przyciskając plecy do nich, zacisnęłam powieki starając się nie pozwolić łzom upaść. No dalej Zoe, jeszcze nie wiesz czy to prawda. Dlaczego miałoby to być nie prawdą? To znaczy, czemu Saige miałaby coś takiego mówić?  Ona nie wie o mnie i Justina, czyż nie?

Słyszalne było pukanie, przez co wzdrygnęłam się. Odwracając się mogłam stwierdzić, że po drugiej stronie był Justin. Powoli otwierając drzwi spotkałam jego smutne oczy.

- Nie mówiła prawdy, musisz mi uwierzyć. Musisz mi zaufać. - Błagał, wchodząc do biura i zamykając za sobą drzwi. I tak zrobiłam. Wiedziałam, że nigdy nie przespałby się z nią po tym jak spędziliśmy razem weekend.

- Justin, nie mam teraz czasu na tą rozmowę, naprawdę muszę iść, ale może później? Możemy spotkać się po pracy dzisiaj, jeśli chcesz, dobra?

Pokiwał głową, podchodząc do mnie. Biorąc mnie w ramiona, przytulił mnie mocno, przyciskając usta do mojej skroni. - Po prostu uwierz mi Zoe, ona nie mówi prawdy. I tak, chciałbym się z tobą później spotkać, przyjdź do mnie o 19, okej? - Jego głos był miksturą bólu i podekscytowania, wiedząc, że nie mam nic lepszego do roboty dzisiejszego wieczora i że nie mogłam mu odmówić pokiwałam głową, zanim wzięłam swoje wyposażenie w torbie i wyszłam z biura.

Z punktu widzenia trzeciej osoby

Podekscytowany Justin siedział w swoim salonie, wypełnionym małym poczuciem żalu. Nie przespał się ostatniej nocy z Saige, mimo że tak się wydawało, przez to co Zoe powiedziała wcześniej dzisiejszego dnia - ale w rzeczywistości spał w jej mieszkaniu. Gdy Justin opuścił apartament Zoe niedzielnego po południa, gotowy by pójść do domu i pospać, jak prawdopodobnie większość by śnić o dziewczynie, z którą przed chwilą spędzał czas - zdał sobie sprawę, że nie ma kluczy. Rozważał swoje opcje, że mógłby wrócić do Zoe i obudzić ją, pytając czy może ponownie spędzić noc, ale nie mógł jej postawić w takiej sytuacji. Nie mógł stawiać ją pod taką presją w tak krótkim okresie czasu. Mówiąc jej, że wciąż ją kocha i chcę ją z powrotem było już wystarczającą rzeczą do zniesienia przez jej serce, on wracający tam - zachowujący się jakby byli parą - tylko by pokręcił jej jeszcze bardziej w głowie. Więc zrobił jedyną rzecz, o której wiedział, że odgryzie mu tyłek prędzej czy później, ale to było albo to, albo spanie na ławce w Central Parku.

Był podekscytowany, aby spędzić wieczór z dziewczyną, która przyprawiała go o szybsze bicie serca, gdy tylko na nią spojrzał, dziewczyną, która sprawiała, że zastanawiał się, czy anioły naprawdę istnieją.

Zoe także była podekscytowana, mimo wiadomości o Justinie spędzającym noc u Saige, wciąż czuła szczęście w sobie, myśląc, że spędzi cały wieczór z chłopakiem. Dziewczyna była bliska stanu, w którym nie kontrolujesz tego co chce twoje serce, nie możesz tego zmienić, bez względu na to jak ciężko próbujesz.

Zakochane gołąbeczki czekali na spędzenie wspólnej nocy, aby połączyć ostatni kawałek puzzli i spędzić późne godziny dnia w łóżku zaplątani prześcieradłami i złączeni jako jedność. Żadne z nich nie oczekiwało tego, co się miało wydarzyć.

Kiedy Justin sięgał po szklankę whisky, by przysunąć ją do ust, zaczął dzwonić jego telefon. Odkładając szklankę na stół przed sobą, wyjął telefon z kieszeni dżinsów. Nieznany numer pojawił się na wyświetlaczu, a godzina którą ukazywał to 19:45, Zoe powinna już tu być 45 minut temu. Może to ona dzwoniła?

Nie zastanawiając się zbyt długo, nacisnął zielony button i wziął telefon do ucha. - Słucham?

- Hej, czy rozmawiam z Justinem Drew Bieberem? - Przemówił nieznany głos po drugiej linii. Głos brzmiał niemal jak maszyna, która była ustawiona, aby powiedzieć kilka zdań.

- Tak?

- Dzwonię, aby poinformować, że Zoe Willow Rivera miała wypadek samochodowy.

4 komentarze:

  1. Jestem w totalnym szoku, że nadal po takim czasie postanowiłaś kontynuować to opowiadanie 😊 rozdział świetny, mam nadzieję że nie ostatni, ponieważ czekam na kolejne

    OdpowiedzUsuń
  2. TYLE CZEKAŁAM NA ROZDZIAL O MAMO
    I CO JAKI WYPADEK WTF CO

    OdpowiedzUsuń
  3. http://oszukani-deceived.blogspot.com/ ZAPRASZAM, nowe opowiadanie, pojawił się prolog, liczę na opinię:)

    OdpowiedzUsuń